Dwuczęściowy odcinek o tym, że nie stać mnie na piwo w fensi knajpie obok Muzeum Sztuki Nowoczesnej nad Wisłą i smutku po terapii.
Część pierwsza: to jest banał, piwo za 12 lub 14 zł, niewiele osób na to piwo stać, mnie coraz mniej. Dlatego poszedłem do knajpy z własnym piwem, uśmiechy innych, dobre rady, żeby może wypić na boku, bo wstyd, a wszystkich stać na piwo, przecież. Mnie ani nie było wstyd, ani nie było mnie stać na to piwo. To jest część o presji środowiska, o wykluczeniu ekonomicznym w bańce artystycznego środowiska, zabawne. Jak zarobić na takie piwo? Niektóre osoby pracują za np. 15 zł/h, takie jedno piwo kosztuje ich godzinę pracy. To skandaliczne! Choć cała ta opowieść jest bardziej o środowisku niż o ekonomii.
Część druga: Poczułem smutek i pomyślałem sobie, kurde, przecież po terapii już nie miałem czuć żadnego smutku, wszystko miało być wspaniale. Terapia nie działa jak niewidzialna tarcza, która ma chronić od trudnych sytuacji. Ona wyposaża w narzędzia do radzenia sobie z nimi. Smutek i trudności będą zawsze, teraz trochę łatwiej mi się z nimi konfrontować. Druga część jest także wspomnieniem o masturbacji i o tym, żeby o niej mówić, odtabuizować.
W odcinku usłyszycie również utwór — Słońce.

