14 września 2001 roku prezydent George W. Bush odwiedził dymiące jeszcze ruiny dwóch wież World Trade Center. Nikt nie planował przemówienia, ale gdy Bush chodził pomiędzy strażakami, policjantami i ratownikami, któryś z jego współpracowników powiedział do niego “Oni chcą usłyszeć swojego prezydenta”. Za scenę posłużył rozbity wóz strażacki, a za jedyne nagłośnienie mały megafon, który znalazł ktoś z Białego Domu pożyczył od ratowników. “Nie słyszymy Cię” - zabrzmiał głos z tłumu, gdy Bush zaczął mówić. Prezydent wziął głęboki oddech “Ja was słyszę!” - odpowiedział najgłośniej jak mógł. “Cały świat Was słyszy! A ludzie, którzy zburzyli te budynki usłyszą nas wszystkich już bardzo niedługo”. W tłumie rozległa się wrzawa. Gdy Bush przechodził przez tłum ratowników, wielu dodawało mu otuchy: “Musi ich Pan dopaść, Panie prezydencie”. Chyba żaden moment nie oddaje lepiej głębi emocji i atmosfery, która towarzyszyła początkom wojny z terrorem.

